o czym? O małym miasteczku gdzieś w środku puszczy, gdzie oprócz normalnych ludzi, można też czasem spotkać prawdziwe jelenie. Moje miejsce na ziemi...;)
piątek, 22 grudnia 2006
powroty z wielkiego miasta
dworzec centralny już od początku nie tchnął optymizmem
chcialam tylko kupić bilet - miła pani stała przed kasą i triumfalnie ogłosiła społeczeństwu (czyli mi), że ona w tej chwili wietrzy pomieszczenie i nie uszczęśliwi mnie żadnymi świadczeniami biletowymi. Ale mogę sobie pójść naprzeciwko - kasa cccintercity.
poszłam
pani z ccc intercity rzekła, że naprzeciwko jest kasa biletowa, tam powinnam pójść
-Nie. - powiedziałam szczerze jak na spowiedzi.
-Nie????!! - usłyszałam.
-Bo tamta pani wietrzy. - dodałam rozbrajająco.

Bilet kupiłam.
Ba, nawet do właściwego pociągu wsiadłam. No, prawie. Do 10 grudnia, to może i był on właściwym, po dziesiątym już niestety nie jest. I takim to sposobem jechałam trochę nie bardzo w dobrym kierunku. Tego jednak dowiedziałam się od pani konduktor dopiero po wyjeździe z wielkiego miasta Warszawy, gdzieś tak w połowie drogi. To miłe uczucie, tym bardziej, że specjalnie wstałam o 4 rano, żeby dotrzeć w odpowiednim terminie na dworzec itd.
W przedziale jechałam z rodzinką w komplecie. Babcia, dziadek i wnusia. Do tego bliżej nieokreślona pani, która akurat nadawała się na mamusię wnusi - wszystko jak z obrazka. dziadek obserwował mijane stacje, babcia wcinała kanapki i zapijała je herbatą, częstokroć pytając, czy dziadek by się nie napiła, wnusia zasłuchana muzycznie z mp3 na uszach, a przyszywana mamusia niewdzięcznie zdjęła buty, zarzuciła nożynki na przeciwległe siedzenie, rozwaliła się wygodnie i spała.
dwie i pół godziny w takim towarzystwie i kręciło mi się w głowie.

Dojechawszy na stację nie do końca docelową (60km od miejsca, w którym teoretycznie chciałam być, gdy dziś rano wsiadałm do pociągu), poczłapałam na autobus, który z wdziękiem rozrzutnika dowiózł mnie do mojej ukochanej i jedynej na świecie - Hajnówki.;)

ps. pozdrawiam wszystkich podróżujących pociągami - to prawdziwa szkoła przetrwania;)

powroty z wielkiego miasta
dworzec centralny już od początku nie tchnął optymizmem
chcialam tylko kupić bilet - miła pani stała przed kasą i triumfalnie ogłosiła społeczeństwu (czyli mi), że ona w tej chwili wietrzy pomieszczenie i nie uszczęśliwi mnie żadnymi świadczeniami biletowymi. Ale mogę sobie pójść naprzeciwko - kasa cccintercity.
poszłam
pani z ccc intercity rzekła, że naprzeciwko jest kasa biletowa, tam powinnam pójść
-Nie. - powiedziałam szczerze jak na spowiedzi.
-Nie????!! - usłyszałam.
-Bo tamta pani wietrzy. - dodałam rozbrajająco.

Bilet kupiłam.
Ba, nawet do właściwego pociągu wsiadłam. No, prawie. Do 10 grudnia, to może i był on właściwym, po dziesiątym już niestety nie jest. I takim to sposobem jechałam trochę nie bardzo w dobrym kierunku. Tego jednak dowiedziałam się od pani konduktor dopiero po wyjeździe z wielkiego miasta Warszawy, gdzieś tak w połowie drogi. To miłe uczucie, tym bardziej, że specjalnie wstałam o 4 rano, żeby dotrzeć w odpowiednim terminie na dworzec itd.
W przedziale jechałam z rodzinką w komplecie. Babcia, dziadek i wnusia. Do tego bliżej nieokreślona pani, która akurat nadawała się na mamusię wnusi - wszystko jak z obrazka. dziadek obserwował mijane stacje, babcia wcinała kanapki i zapijała je herbatą, częstokroć pytając, czy dziadek by się nie napiła, wnusia zasłuchana muzycznie z mp3 na uszach, a przyszywana mamusia niewdzięcznie zdjęła buty, zarzuciła nożynki na przeciwległe siedzenie, rozwaliła się wygodnie i spała.
dwie i pół godziny w takim towarzystwie i kręciło mi się w głowie.

Dojechawszy na stację nie do końca docelową (60km od miejsca, w którym teoretycznie chciałam być, gdy dziś rano wsiadałm do pociągu), poczłapałam na autobus, który z wdziękiem rozrzutnika dowiózł mnie do mojej ukochanej i jedynej na świecie - Hajnówki.;)

ps. pozdrawiam wszystkich podróżujących pociągami - to prawdziwa szkoła przetrwania;)

sobota, 07 stycznia 2006
about the woman...
Krzyś18:07:13
jak kobieta wzdycha to się patrzy czy klatka się prawidłowo unisi i opada
czwartek, 29 grudnia 2005

Jak skutecznie zepsuć suszarkę do włosów?*

1. mieć przemoczone doszczętnie zimowe kozaczki;

2.uznać, że kozaczki najlepiej wysuszy się wspomnianą wyżej suszarką;

3. wsadzić wspomnianą wyżej suszarkę do buta;

4. żyć minimum minutę  w błogim przekonaniu, że nic się wspomnianej wyżej suszarce nie stanie, jeśli się na chwilkę odejdzie z miejsca czynu, ażeby właczyć poczciwy czajnik dla poczciwej herbatki;

Wszystkie punktu dobrze wykonane doprowadzą do posucia wspomnianej wyżej suszarki - po chwilach kilku zaczyna podejrzanie dymić i czerwienić się niemiłosiernie. Nie pomaga natychmiastowe odłaczenie od prądu. Suszarka umarła śmiercią tragiczną i nawet reanimacja nie pomoże. Suszarka is death.

(*doświadczenia wlasne akademikowe - nie polecam w warunkach nieposiadania drugiej sztuki suszarki dowłosowej)

sobota, 03 grudnia 2005
kiedy wyjeżdża się na studia...

....to powroty do mojego małego miasta są cudowne, uwierzcie...znajome ulice, znajomi ludzie i ludzie całkiem nieznajomi, do których uśmiecham się co i rusz;] a co!

 

Warszawa natomiast tchnie szarością, znikomością, smutkiem – jakiś czas temu zauważyłam napis na plakacie w tramwaju: „czy ktoś umarł, że jesteście tacy smutni?”. Coś w tym jest, nie twierdzę, ze  hajnowszczyzna tchnie barwami i uśmiechami ze stron wszystkich, ale ....znajome smutki są lepsze od smutków trochę bardziej obcyhc i pewnie o to chodzi.

 

Teraz popijam gorącą miętową herbatkę i przypominam sobie powolutku, co fajnego przydarzyło mi się podczas mojej dwumiesięcznej nieobecności – trzeba przecież coś tu wpisać zaiste....;)
wtorek, 06 września 2005

Życie nie ma litości, nie ma jej absolutnie do potęgi sentej albo i setnej setnej. Wstałam rano, naprawdę rano, dla niektórych to wręcz środek nocy, doczłapałam jakoś na przystanek autobusowy z biletem w rękach. Rozglądam się za jakimkolwiek rozkładem kursów autobusów, bo chociaż linii w Hajnówcem mamy sztuk 2 (słownie: dwie), to mam jednak prawo wymagać tego luksusu, żeby sobie o siódmej rano przeczytać, ile przyjdzie mi czekać patrząc bezwiednie na drugą stronę ulicy, gdzie to zza szyby zakładu produkującego lizaki wyglądać będzie biała czapka przystojnego praktykanta? Prawo miałam, możliwości- nie bardzo. Przystanek z ławeczkami, słońce nieśmialo wyglądało zza horyzontu, „poczekam trochę”-myślę przepojona nadzieją, że to coś, co optymistycznie nazywamy autobusem, jakoś dojedzie wreszcie, a jak nie, to może go kierowca sam dopcha na przystanek? Ćwiczenie bicepsów- to podstawa.

Czekam.

W międzyczasie mijają mnie rzesze biedaków podążających w kierunku bardziej lub mniej szkolnym. Niektórzy – da się zauważyć – trochę błądzą, ale ogólnie śmiało można twierdzić, że ta nasza młodziesz we wrześniu to jeszcze do szkoły chodzi.

Czekam.

W smie dobrze, że zimno nie jest, bo bym zmarzła przez ten czas. Pewnie za chwilkę przyjedzie.

Czekam.

Al.e w sumie to dziwne, że nie ma tabliczek.....chwil jeszcze kilka, przysiądę na ławce.

Czekam.

Babcia jakowaś przyszla, rozejrzała oczętami na strony świata cztery, klapnęła na laweczce. Czekamy razem, grunt to rodzinka, prawda?

Przyszła zaraz druga babcia i z naszej wspólnej  konwersacji można było wywnioskować tylko jeden fakt: żadna nie wie, kiedy ten cholerny autobus zaszczyci nas swoją obecnością. Ale przecież cierpliwością świat się zdobywa, czekamy dalej.

Czekamy.

Mija piętnaście minut i już na przystanku zbiera się pokaźne statko zdenerwowanych czekających. Zaczynam się uśmiechać w głębi ducha, ale przecież nie może być tak, że tego autobusu nie będziem, prawda? Przecież już skończyli remonty batorowe, z pewnością trasa wróciła w swoje dawne korytarze.....Z zamyślenia wyrywa wszystkich głos przechodzącego mężczyzny: „Ludzie, na co wy czekacie, przecież tutaj w ogóle nie jeździ autobus...”

No comment....;D

niedziela, 04 września 2005
jak zmienić coś w swoim życiu?

Założę sobie pensjonat "maria" i będę hurtowo kupowała proszek Vizir, którym to moi kochani, będę prała obrusy w kratkę - jak ta pani z reklamy. I wszystkich przybywających gości będę odsyłała do sąsiadki, która też kupi sobie vizir nad viziry i będzie miała wreszcie niskie ceny.

W apteczce zawsze będe miała polopirynę, która nawet panią Anię postawiła na nogi.

Kupię sobie też piwo w dechę-"złotego kura" i będę nim zapijała przerwy na reklamę, jakie z pewnością znajdę w telewizji przyszlości, czyli cyfrze z plusem.

I Actimel do lodówki muszę mieć, bo jak to tak, nie dbać o odporność. MOże jeszcze nutelli trochę , jakieś witaminy w końcu trzeba mieć, prawda?

Shaume, koniecznie Shaumme (jak to się pisze?:D), żeby faceci się ustawiali do mnie w kolejkę. I gumę orbit, która teraz jest za 1,30zł, żeby mieć zęby zdrowe.

O , matko....!

środa, 17 sierpnia 2005
CO BEZSENNOŚĆ POTRAFI ZROBIĆ Z CZŁOWIEKIEM

Otworzyłam jedno oko. Na wspaniałomyślne otwarcie drugiego nie miałam już ani sił, ani środków. Dojrzałam zza powieki zegarek - druga w nocy. DRżyjcie narody. I coś mi podpowiadało, że tejże nocy, oznacza to dla mnie ni mniej ni więcej jak ostateczny poranek.  Z tego nadmiaru emocji (bądź co bądź porannych) otworzyłam drugie oko.

MInęlo minut pięć. I sekund kilka do tego.

Obraziłam się na siebie. Jak człowiek może być sam dla siebie takim potworkiem i nie spać w nocy? A, za przeproszeniem, prawa człowieka, to pies? Wystawiłam w akcie rozpaczy i desperacji prawą nogę spod kołdry, rozczapierzyłam wybitnie palce nożne, sprawdziłam, że aby na pewno są na swoim miejscu i aby na pewno jest ich sztuk pięć. Ustalając, ze wszystko w porządku w ramach zaufania do samej siebie, postanowiłam nie sprawdzać liczebności palców nogi lewej. Ufam jej.

Poparzyłam na zegarek -kilka minut żywota, co wydaje się zazwyczaj wiecznością, przeznaczylam na włączenie, a następnie wyłączenie radia - zaraz po tym, jak z głośnika usłyszałam namiętnie niski glos "trzeba wierzyć w człowieka, w jego dobro, w jego serce". Wierzę. Jak jestem wyspana.

Przewróciłam się na plecy. Latarnie zgasły. Chwilę przyzwyczajałam wzrok do egipskich ciemności, gdy nagle dopadł mnie wielce nurtujący problem - otóż ramiona, moi mili, ramiona kobiece. NO bo tak, o uda każdy dba, bo to spodenki króciutkie, spódniczka seksowna. A takie ramiona, to już nie łaska. Rozczuliłam się. Ramiona też mają celulit. MOgą mieć. BOże, może ja mam celulit na ramionach??!! Ciemności, ciemnościami, ale to niemalże życia i śmierci sprawa....

Wywaliłam ramię swe jedno i drugie przed siebie. W zasadzie, to nic tam nie było.... W zasadzie obydwoma moglam ruszać, ciemno, więc więcej nie widziałam. Znaczy się - żyją. A jak żyją, to sukces jest.

Znów się przewróciłam. Z refleksem wyciągnęłam  nogę przed siebie, kołdra w międzyczasie odmówila posłuszeństwa, więc zrzuciłam na podłogę (dla lepszego efektu ma się rozumieć)dużą poduszkę. I zostałam z maleńkim jaśkiem samotna, pośród fal prześcieradła. Zaraz....jakiego prześcieradla? Gdzie jest prześcieradło...? też na podłodze.....ja to chyba w czasie snu trzy razy dochodzę do Petersburga i spowrotem.

Zanim zdażyłam przewrócić się trzydziesty raz z kolei, minęło dobrych kilkadziesiąt minut. Na dworze zaczęło świtać. Trzy razy otwierałam książkę i trzy razy po dwóch sekundach ją zamknęłam. Raz sięgnęłam po zapałki, aby koić oczy widookiem tlącego się płomienia. Zrezygnowałam.  Otworzyłam okno w ramach klimatyzacji w pomieszczeniu.

I kiedy wreszcie doszła piąta rano, stwierdziłam, że mogę zacząć chodzić po domu i halasować po trochę. W końcu - poranek. Nie zdążłam na dobre właczyć czajnika na leciutką poranną kawkę, a już reszta domowników zaczęła wyściubiąć nosy spod kołder. Siła poranków?:)

niedziela, 17 lipca 2005

aż razi od nas skromnością.....

 Ja (15:01)
o wypraszam sobie
Ja (15:02)
żeby nie było
Ja (15:02)
ja jestem ta dobra:D
Ewusiowa (15:02)
ja jestem ta porażająco inteligentna :D
sobota, 02 lipca 2005
Przetkaj syfon, bejbi ......

Krzyś (19:27)
a wiesz, że hydraulicy to się zawsze wodą zaleją tam gdzie nie trzeba (przypadkiem of coyrse)
Krzyś (19:27)
i muszą potem suszyć sobie wszystko i siedzieć w samych
 gatkach przez jakąs godzinke :D
Krzyś (19:28)
u klientki oczywiście :D
 raffka(19:28)
u jakiejś pięknej milionerki, co lata po domu w kusym 
szlafroczku:D

kolega gdzieś zniknął, zaczęłam więc snuć różnorakie wizje.....

 raffka(19:34)
lubię rozmawiać sama ze soba.....
 raffka(19:34)
może Ty syfon naprawiasz?
raffka (19:34)
sąsiadce?:>:D
raffka(19:35)
sąsiadkom<lol2>
raffka(19:36)
zobacz, możesz dziewczyny wyrywać :D na taki tekst, podchodzisz do jakiejś i mówisz,
 wpatrując się głęboko w oczęta jej: 
"naprawić ci syfon, bejbi" :D
raffka (19:37)
"jestem w tym calkiem niezły, mała, 
syfony mam w małym paluszku" :D:D:D
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5